Dron
Ciekawe co kierowało urbanistą, który zdecydował o budowie bloku w tym miejscu. Jedenastopiętrowy wieżowiec powstał pomiędzy leżącą na skraju miasta dzielnicą niskich domków jednorodzinnych a polami uprawnymi rozciągającymi się po horyzont. Był to jedyny tak wysoki budynek w mieście, a najbliższa zabudowa w tej skali znajdowała się w stolicy województwa. Być może pytanie zadane na wstępie zostało źle sformułowane, gdyż decyzji tej nie podjął żaden urbanista. Obecnie mogłoby to wynikać z chęci dewelopera aby wtłoczyć maksymalną liczbę mieszkań w posiadaną działkę. Jednak blok powstał w czasach, gdy nie było jeszcze deweloperów. Możliwe, że o jego lokalizacji zdecydował jakiś ambitny sekretarz partii, który chciał pokazać, że nie ma żadnych kompleksów wobec Nowego Jorku.
W wieżowcu mieściło się ponad pięćdziesiąt mieszkań. Często mówi się, że w blokach nie tworzą się więzi sąsiedzkie, że żyje się w nich anonimowo, nie wiedząc kto mieszka za ścianą. W tym przypadku tak nie było. Oczywiście, jak zawsze znalazło się kilku odludków, którzy nawet nie powiedzą „dzień dobry” w windzie, ale generalnie ludzie się zżyli. Wyrazem tego było zapraszanie na imieniny lub urodziny sąsiadów, lub nawet organizowanie sąsiedzkich spotkań towarzyskich bez specjalnej okazji. Jedna z takich imprez odbywała się u państwa Kowalskich na drugim piętrze. Zaproszeni byli wyłącznie sąsiedzi z bloku. Rozmawiano, jak to przy takiej okazji, o wszystkim. Kiedy już omówiono pogodę, politykę i plany na wakacje konwersacja zeszła na zalety mieszkania w tym wieżowcu. Chwalono spokojną lokalizację, dobre relacje sąsiedzkie i piękne widoki z górnych pięter na pola, zwłaszcza w okresie gdy na żółto kwitnie rzepak. W pewnym momencie odezwała się pani Aneta z jedenastego piętra:
- Ja to bym się nigdzie stąd nie wyprowadziła. Nie mogłabym mieszkać na osiedlu, gdzie tuż za oknami miałabym sąsiednie domy. Mnie nikt do mieszkania nie zagląda. Mam piękny widok i nie muszę zasłaniać okien. Mogę sobie bez obawy chodzić rozebrana z łazienki do sypialni.
Wieczorem pani Krystyna z czwartego piętra komentując po powrocie do mieszkania przebieg imprezy powiedziała do męża:
- No powiedz tylko, z tej Anety to niezły numer. Niech sobie łazi rozebrana po mieszkaniu, mnie tam nic do tego. Ale żeby się tym chwalić przy ludziach? To już przesada.
Wypowiedź pani Krystyny usłyszał przez uchylone drzwi jej syn, licealista, i wizja pani Anety paradującej w negliżu po mieszkaniu przemówiła mu do wyobraźni. Był on posiadaczem drona i postanowił go wykorzystać. Wieczorami zamykał się w pokoju, ukradkiem wypuszczał go przez okno i kierował na wysokość jedenastego piętra.
Unoszący się wieczorami na tle nieba dron nie uszedł uwadze ludzi. Stał się tematem do rozmów i powodem spekulacji na temat celu w jakim lata w pobliżu bloku. Wysnuwano różne teorie.
- Mówię pani, to chodzi o segregację odpadów. – rzekła jedna sąsiadka do drugiej. – ludzie wrzucają wszystko do zmieszanych i Urząd Miasta postanowił zrobić z tym porządek. Filmują z tego drona kto gdzie co wrzuca i będą podnosili opłaty za wywóz śmieci jak kogo złapią na łamaniu zasad segregacji.
Ta teoria zaczęła cieszyć się popularnością wśród mieszkańców bloku w wyniku czego efektywność segregacji odpadów wzrosła.
Kierownik administracji rzekł do swojego zastępcy:
- Słyszałeś o tym dronie co lata wokół wieżowca? Mówię ci, to chodzi o badanie efektywności energetycznej budynku. Robią zdjęcia termowizyjne i za chwilę naślą na nas inspektorat budowlany.
W efekcie uchwalono nowy plan remontów przewidujący docieplenie bloku.
Dwaj właściciel psów podczas wieczornego spaceru ze swoimi pupilami odbyli następującą rozmowę:
- Ludzie się skarżyli, że psy paskudzą na trawnikach. Przypuszczam, że Urząd Miasta wysłał tego drona aby sprawdzał, czy wszyscy sprzątają kupy.
- Trzeba będzie się pilnować. Przyznam, że nie zawsze chciało mi się schylać, ale teraz nie ma wyjścia.
Domki jednorodzinne stojące w pobliżu bloku nie były przyłączone do sieci centralnego ogrzewania. Niektóre były wyposażone w piece gazowe, ale w wielu używano kotłów na węgiel. Nierzadko zdarzało się, że po zmroku palono w nich śmieciami, w wyniku czego nad osiedlem płożyły się żółtawe dymy. Teraz jednak rozeszła się plotka, że wydział ochrony środowiska wysłał drona aby monitorować jakość dymów unoszących się z kominów. Zaczęto więc palić brykietami i porządnym węglem.
Kierowcy zamieszkali w wieżowcu dotychczas parkowali byle jak, nierzadko wjeżdżając na trawniki, na skutek czego powstawały w nich błotniste dziury. Ktoś puścił jednak w obieg przypuszczenie, że Straż Miejska nagrywa z drona nieprawidłowo zaparkowane auta i będzie wystawiać mandaty. Kierowcy zaczęli się pilnować i przestrzegać przepisów.
Wszystko zatem szło ku lepszemu. Poprawiła się jakość powietrza na osiedlu, śmieci były prawidłowo segregowane, trawniki były wolne od psich kup i nie rozjeżdżane kołami. Budynek czekał na remont elewacji. Niestety, pani Aneta również spostrzegła unoszącego się za jej oknami drona i zaczęła zasuwać wieczorem zasłony. Dron przestał latać i wszystko wróciło do normy.