13-te piętro
Ryszard
zajmował mieszkanie na ostatnim, szesnastym piętrze, które faktycznie było piętrem
piętnastym. Tak mu się przynajmniej wydawało. A wydawało się dlatego, że w
windzie pomiędzy guzikami z numerami dwanaście a czternaście nie było guzika
przeznaczonego dla trzynastego piętra. Wyglądało na to, że dla żartu, lub z
powodu przesądów, zdecydowano się na opuszczenie trzynastki w numeracji. Wobec
tego piętro trzynaste było oznaczone jako czternaste, czternaste jako piętnaste
i tak do samej góry. Budynek nie był żadnym apartamentowcem z luksusowymi
mieszkaniami oraz penthousami na dachu. Był to raczej produkt wykoncypowany
przez dewelopera dla klasy średniej, udający przynależność do luksusowej
kategorii, ale w cenie, która nie
zmuszała do brania kredytów przygniatających swoim ciężarem przyzwoicie
zarabiających profesjonalistów. W budynku nie było wielu mieszkań o dużej
powierzchni, odpowiednich dla rodzin z dziećmi. Z tego powodu zamieszkiwali w
nim głównie single. Większość z nich harowała na spłatę rat kredytu do późnych
godzin, a po pracy odstresowywała się w barach. Do mieszkań wracali zasadniczo jedynie
na sen. Relacji sąsiedzkich w zasadzie nie było. Ryszard znał mieszkańców
budynku głównie z widzenia, bo mijał ich w holu i przy windach ale nie znał ich
imion ani nazwisk. Niektórzy nagle znikali. Poprzednio widywał ich regularnie,
a od pewnego momentu tracił z nimi nawet
tak ograniczony kontakt. Przypuszczał, że się wyprowadzają.
Tego
dnia nastąpił wyjątkowy zbieg niekorzystnych okoliczności. Trzeba uczciwie
przyznać, że Ryszard sobie na to w znacznej mierze zasłużył. Od dawna prowadził
siedzący tryb życia, po pracy wypijał sporo piwa, na swoje ostatnie piętro
wjeżdżał zawsze windą. Nie uprawiał żadnego sportu. I tak od kilkunastu lat. W
rezultacie dorobił się nadwagi, a o kondycji fizycznej lepiej nie wspominać.
Tego dnia biomet był fatalny. Zanosiło się na deszcz, było duszno i
bezwietrznie. Do tego w pracy nawarstwiły się konflikty. Ryszard od dłuższego
czasu z trudem znajdował porozumienie z młodszymi pracownikami. Denerwowało go,
że jeden z drugim nauczy się Excela i już się uważa za wielkiego fachowca. Z
doświadczeniem Ryszarda nie chcieli się liczyć. Doszło do scysji na temat
koncepcji prowadzenia jednego z projektów. Na koniec Ryszard się zdenerwował,
wygarnął żeby robili po swojemu, ale nie mieli do niego później pretensji jak
będzie problem i wyszedł z biura trzaskając drzwiami. Wypił w barze szybkie
piwo, ale nie wpłynęło ono na spadek adrenaliny. Nadal był nabuzowany tak, że
nawet nie miał ochoty więcej pić. Poszedł do domu. Okazało się, że wszystkie
windy w budynku nie działają. Nie było innego wyjścia jak wspinać się schodami
na ostatnie piętro. Projektant potraktował klatkę schodową jedynie jako drogę
ewakuacji, a nie jak coś do codziennego użytku. W rezultacie nie było tam
żadnego okna. Na poszczególnych piętrach znajdowały się jedynie drzwi oznaczone
kolejnymi numerami. Na schodach było bardzo duszno. Ryszard wspinał się po nich
coraz bardziej zadyszany. Nogi odmawiały mu posłuszeństwa. Powyżej dwunastego
piętra szedł już z wielkim wysiłkiem, po jednym stopniu, stawiając ciężko nogi.
Z trudem łapał powietrze. Wspiął się z trudem na podest kolejnego piętra. Ze
zdziwieniem spostrzegł, że na drzwiach znajduje się numer 13. Czyżby zatem
trzynaste piętro jednak istniało? Czy brak odpowiedniego guzika oznaczał
jedynie, że winda nie zatrzymuje się na trzynastym piętrze, ale ono fizycznie
istnieje? Zdał sobie sprawę, że nigdy nie policzył od zewnątrz kondygnacji
budynku aby stwierdzić ile ich właściwie jest. Czy w takim razie mieszka na
piętnastym czy szesnastym piętrze?
Nagle
poczuł silny ból za mostkiem. Nie mógł złapać powietrza. Pociemniało mu w
oczach i opierając się o ścianę osunął się na podłogę. Siedział tak przez
chwilę, gdy nagle oznaczone numerem 13 drzwi się otwarły. Stał w nich
mężczyzna, którego poprzednio widywał, ale który od kilku miesięcy zniknął z
budynku.
-
A, jest pan! – odezwał się – Witamy i zapraszamy na trzynaste piętro.
Ryszard
nagle poczuł się o wiele lepiej. Bez wysiłku wstał i wszedł w otwarte drzwi. Za
nimi przez całą szerokość budynku biegł korytarz, w którym znajdowały się
ozdobione eleganckimi framugami wejścia do licznych sal.
-
Spodziewaliśmy się pana tutaj od pewnego czasu. – rzekł mężczyzna. – No i
wreszcie pan dotarł. Pozwoli pan, że go oprowadzę po naszym piętrze. Mamy tu
wszystko o czym można pomarzyć.
Udali
się w prawą stronę. Przewodnik wskazał na ostatnie drzwi w korytarzu.
-
Tutaj mamy restaurację. Szeroki wybór dań. Kuchnia tradycyjna i egzotyczna.
Meksykańska, chińska, indyjska, arabska, co tylko pan sobie zażyczy.
Oczywiście, jak kto woli, to tradycyjny żurek, pierogi albo schabowego też
można zjeść. Czynne całą dobę. Serwują śniadania lekkie i obfite, kontynentalne
i angielskie. O rachunki niech się pan nie martwi. Wliczone w czynsz. – facet
zaśmiał się jakby to miał być dowcip.
Przeszli
do kolejnych drzwi.
-
Tutaj mamy bar. Można wstąpić po posiłku na drinka. Serwują wszystko - piwa,
wódki, wina, koniaki, koktajle, czego dusza zapragnie, w każdej ilości.
Za
następnymi drzwiami znajdowała się duża sala gimnastyczna. Dziwne, że mieściła się w budynku. Przewodnik poinformował, że można tu zagrać w
siatkówkę, koszykówkę, a nawet w tenisa. Ponadto jest tu pełne wyposażenie
siłowni, jeśli ktoś chce popracować nad sylwetką.
W
kolejnej sali znajdował się basen. Prowadziło z niego wyjście na położony od
południa taras, gdzie można było wylegiwać się na słońcu.
Poszli
dalej.
-
Tutaj mamy salę kinową. Są tu do dyspozycji wszystkie filmy, jakie
wyprodukowano od czasu braci Lumiere. – poinformował przewodnik. – Można je
oglądać na dużym ekranie albo, jak kto woli, na laptopach.
Następna
była biblioteka. Wzdłuż ścian stały drewniane, eleganckie regały z książkami.
Obok nich znajdowały się wygodne, skórzane fotele, nad którymi pochylały się
lampy dające ciepłe światło i stwarzające nastrój sprzyjający skupieniu nad lekturą.
Ryszard
zauważył, że w korytarzu i w poszczególnych salach, jakie odwiedzili znajdowali
się ludzie, których kiedyś widywał w budynku, a którzy później znikali.
-
Widzę tu wielu sąsiadów. – stwierdził Ryszard. – Czy też raczej byłych
sąsiadów. Widywałem ich dawniej w budynku, ale straciłem ich z pola widzenia.
Myślałem, że się wyprowadzili.
-
Mówiłem panu, że każdy wcześniej czy później trafia na trzynaste piętro. –
odpowiedział mężczyzna. – Jednak nie każdy trafia tu, do tej części. Jak pan
widzi, znajdujemy się w części trzynastego piętra położonej od południowej
strony. Niektórzy idą do części od
północy.
-
A tam co się znajduje? – zapytał Ryszard.
-
Kiedy tu przybyłem zadałem to samo pytanie. Odpowiedziano mi, że wolałbym nie
wiedzieć.
-
Od czego zależy gdzie kto trafi?
-
O tym decyduje Zarządca Nieruchomości.
***
Ryszard
otworzył oczy. Chwilę później usłyszał głos pielęgniarki:
-
Doktorze, pacjent odzyskał przytomność.
Wzrok
Ryszarda stopniowo odzyskiwał ostrość widzenia. Spostrzegł wysokiego bruneta
ubranego w biały fartuch.
-
Miał pan sporo szczęścia, że windy w pana budynku nie działały. Dzięki temu
ludzie chodzili po schodach i w porę znaleźli pana pod tymi drzwiami. Już
wszystko dobrze. Zrobiliśmy co było trzeba. Za kilka dni wróci pan do domu. Ale
trzeba będzie się wziąć za siebie, zmienić dietę, zrzucić nieco wagi, zwiększyć
aktywność fizyczną. Oczywiście na początek bez przesady. Fizjoterapeuta
zaplanuje panu rehabilitację.
-
Będę też musiał od zewnątrz policzyć kondygnacje budynku. – pomyślał Ryszard. –
Ciekawe czy trzynaste piętro istnieje czy nie.