wtorek, 15 września 2026

Trzy

 

Trzy

              Pan Czesław co prawda zajmował w Urzędzie Miasta stanowisko mało eksponowane, jednak posiadał pewien wpływ na interpretację  niezbyt jasno sformułowanych przepisów.  Cieszył się wobec tego pośród interesantów Urzędu opinią człowieka, który tak potrafi przygotować pismo zawierające urzędową wykładnię aby petenci byli zadowoleni. Swoje zadowolenie byli oni skłonni wyrazić w postaci nieopodatkowanych dowodów wdzięczności. 

              I tak to szło aż do kolejnych wyborów samorządowych, które wygrało ugrupowanie  startujące z listy numer trzy. Po objęciu władzy w Radzie Miasta zwycięzcy politycy doprowadzili do zwolnienia pana Czesława pod zarzutem korupcji. Z tym faktem on nie mógł się pogodzić. Jaka korupcja? Czy to jego wina, że parlamentarzyści nie potrafią jasno sformułować ustaw? Czy jest coś złego w tym, że on pomagał ludziom wybrnąć z gąszczu przepisów? Kto zabroni się zrewanżować człowiekowi za pomoc? Jednak nic nie mógł poradzić na to co go spotkało ze strony lokalnych polityków z listy numer trzy.

              Ta cyfra „3” stała się jego obsesją. Nagle uświadomił sobie, że trójka kojarzy się złowrogo. Wystarczy przypomnieć Trzecią Rzeszę. A szerzej patrząc państw Osi  było trzy: Niemcy, Włochy i Japonia. Ukraina niby do tej osi nie należała ale była blisko. A ile zębów ma harpun w jej herbie? O tym, że nie jest osamotniony w przekonaniu o złowrogim znaczeniu cyfry „3” utwierdził pana Czesława fakt, iż wielkie firmy informatyczne nie stosują systemu dziesiętnego tylko binarny. Używają tylko zera i jedynki. Nawet z dwójki zrezygnowali żeby nie być za blisko trójki. A przecież ci informatycy mają łeb na karku i  wiedzą co robią.  Trochę nie pasowała do tej teorii kwestia Trójcy Świętej, bo ta przecież kojarzy się pozytywnie. Jednak po przemyśleniu sprawy pan Czesław uświadomił sobie, który to naród stworzył o niej opowieść. A oni jak wiadomo zawsze coś chachmęcą.

              Pan Czesław przez moment chciał podjąć walkę z ludźmi stojącymi za trójką. Ogarnęło go jednak przerażenie, gdy uświadomił sobie jak potężne są to siły. Ile lilii jest w herbie Bourbonów? A ile koron w herbie Szwecji? Prosty człowiek w konfrontacji z takimi elitami nie ma szans. Oni zresztą wprost dają do zrozumienia żeby z nimi nie zadzierać. Co mówi trzecia zasada dynamiki? Na każdą akcję będzie odpowiedź z taką samą siłą. Jeszcze bardziej złowrogo brzmi trzecia zasada termodynamiki. Niby coś tam mowa o entropii ale pomiędzy wierszami mowa jest o tym, że cię mogą sprowadzić do zera bezwzględnego. Te elity wcale się nie maskują. Otwarcie grożą każdemu kto z nimi zadrze.

              Żeby ludzie za dużo samodzielnie nie myśleli to te trójkowe elity wymyśliły i  promują sudoku. Kwadraciki po trzy kratki na trzy, a tych kwadracików też jest trzy na trzy. I ludzie zamiast zastanawiać się nad tym kto nimi manipuluje wpisują w to cyferki. Jednak nie  z panem Czesławem takie numery. Postanowił nie dać się ogłupić elitom i rozwiązać sudoku bez użycia trójek. Próbuje do tej pory bo nie jest łatwo wygrać z tak potężnym układem.

             

piątek, 14 sierpnia 2026

Algorytm

 

Algorytm

              Wanda i Krystian w trakcie wakacji unikali dużych miast. Co innego wiosenny, weekendowy city break. Popularne metropolie oferują liczne atrakcje w postaci klubów, zabytków, a jak kto lubi to również muzeów, a temperatura przed sezonem letnim jest do zniesienia. Natomiast w lipcu i sierpniu miasta nagrzewają się jak piekarniki. Wystarczy przejść ulicą kilkaset metrów aby spocić się i mieć dość spacerów. 

              Z tego powodu Wanda i Krystian wybrali na wakacje jedną z greckich wysp, i to nie żadną z tych popularnych, obleganych przez turystów. Zdecydowali się na wysepkę, na której nie było lotniska co zniechęcało biura podroży do organizacji wyjazdów. Dotrzeć tam dało się jedynie promem. Podróż była skomplikowana lecz nagrodą za to był spokój i posiadanie dzikich plaż niemal do prywatnego użytku. Na wyspie nie było barów ani restauracji należących do globalnych sieci. W zamian można było znaleźć  tawerny oferujące lokalne potrawy.

              Już pierwszego wieczoru Wanda i Krystian wybrali się na porośnięte suchymi ziołami wzgórze górujące nad morską zatoką.  Z myślą o rodzinie i znajomych zrobili sobie selfie do zamieszczenia na portalu społecznościowym. Wyspa była odludna lecz cywilizacja w postaci internetu już tam dotarła. Przed wyjazdem firma telekomunikacyjna zaoferowała Wandzie usługę polegającą na przechowywaniu zdjęć zrobionych jej smartfonem w chmurze. Dzięki temu nie trzeba się było martwić, że pamięć telefonu zapełni się zdjęciami. Nie musieli zatem ograniczać się w liczbie ujęć. Zrobili ich sporo. Po powrocie do pensjonatu wybrali jedną fotkę. Zrobił ją Krystian bo miał dłuższe ramię. Oboje w prawych dłoniach trzymali butelki z sokiem pomarańczowym zakupione przed spacerem. Ujęcie obejmowało ich od pasa w górę. W tle widniała zatoka, na której promyki słońca odbijały się od drobnych fal. Zamieścili post na portalu z podpisem „Początek wakacji”.

              Rano obudził Wandę telefon od matki.

              - Dlaczego mówiliście, że jedziecie na wakacje do Grecji?

              - Jak to dlaczego? Bo wyjechaliśmy do Grecji.

              - To dlaczego zamieściliście zdjęcie z Paryża?

              - Jakiego Paryża?

              - Co znaczy jakiego? Paryża z wieżą Eiffla, która jest na zdjęciu.

              - Nie rozumiem o czym mówisz. Daliśmy na portal zdjęcie zatoki wykonane z górującego nad nią urwiska.

              - To dziwne bo na zdjęciu jest Paryż.

              - Nie rozumiem. Postaram się sprawdzić co się stało.

              - Dobrze. Zresztą to nie ważne, skoro mówisz że zgodnie z planem jesteście w Grecji. Jak podróż?

              - W porządku. Trochę to trwało, ale dotarliśmy bez problemów. Mamo, będę kończyć bo chcę zobaczyć o co chodzi z tym zdjęciem.

              Ledwo Wanda skończyła rozmowę odezwał się telefon Krystiana. Dzwonił kolega z pracy.

              - Stary, gratulacje. Widzę, że zdecydowałeś się na romantyczny wypad do Paryża. Tylko czemu ściemniałeś z tą Grecją?

              Wanda weszła na portal i zobaczyła wczorajszy wpis. Podpis się zgadzał, ale nad nim , jak mówiła mama, widać było Wandę z Krystianem na tle wieży Eiffla. W dłoniach zamiast soku pomarańczowego trzymali po butelce Coca Coli.

              - Co jest, kurde, grane? – zawołał Krystian.

              Na stronie portalu była ikonka „Zgłoś niewłaściwe treści”.  Po kliknięciu otwierało się okienko, w które można było wpisać mailową wiadomość. Krystian napisał: „Zamieszczone przez nas zdjęcie zostało zmanipulowane. Żądamy przywrócenia właściwej wersji”. Kliknął  „wyślij”.

              Po śniadaniu poszli na plażę. Górowało nad nią urwisko, na którym wczoraj  zrobili selfie. Tym razem sfotografowali się w odwrotnym kierunku. Stali na brzegu morza, a wzgórze znajdowało się w tle. W dłoniach trzymali kiście winogron zakupione na straganie w uliczce, przy której stał ich pensjonat. Selfie zamieścili na portalu  z podpisem „To nie jest Paryż”.

              Niedługo po tym zadzwoniła koleżanka Wandy.

              - Fajne zdjęcie. – powiedziała. – Ale o co chodzi z tym podpisem? Dlaczego to nie jest Paryż? Przecież widzę.

              Wanda szybko zakończyła rozmowę i zajrzała na portal. Zobaczyła zdjęcie, na którym stała z Krystianem na tle Łuku Triumfalnego na placu du Carruosel. W dłoniach mieli po paczce chipsów Lays. Tym razem Krystian zdenerwował się na poważnie. Nie dał się zbyć wysłaniem kolejnego maila i tak długo szukał w internecie aż znalazł numer do konsultanta portalu. Cierpliwie go wybierał, aż dodzwonił się za którymś razem. Wysłuchał trochę muzyczki i kilku nagranych komunikatów aż odezwał się ludzki głos. Głos ten nie był jednak do końca ludzki, gdyż konsultant okazał się botem.  Krystian zgłosił swoje pretensje dotyczące zmienionych zdjęć starając się mówić spokojnie. Bot wytłumaczył, że  paragraf siedemnasty, ustęp trzeci podpunkt 2 regulaminu portalu pozwala na modyfikację zdjęć zapisanych w chmurze zgodnie z życzeniami reklamodawców.  Ponadto portal posiada badania, z których wynika że zdjęcia z dużych metropolii mają większą oglądalność niż z odludnych wysp, więc zmiana tła zdjęcia jest w interesie użytkowników portalu, gdyż zapewnia większe zasięgi. Edycja zdjęć odbywa się zgodnie ze specjalnym algorytmem.  Po tym połączenie zostało przerwane.

              Wieczorem Wanda i Krystian poszli na kolację do niewielkiej restauracji położonej przy nadmorskiej promenadzie. Zrobili sobie selfie przy stole, na którym stały porcje musaki. Wanda zamieściła zdjęcie na profilu i podpisała: „Po obowiązkowym zwiedzaniu największych atrakcji Paryża wybraliśmy się na romantyczną kolację do Dzielnicy Łacińskiej. Wybraliśmy klimatycznego MacDonaldsa i zamówiliśmy po Big Macu.”

             

środa, 15 lipca 2026

13 piętro

 

13-te piętro

              Ryszard zajmował mieszkanie na ostatnim, szesnastym piętrze, które faktycznie było piętrem piętnastym. Tak mu się przynajmniej wydawało. A wydawało się dlatego, że w windzie pomiędzy guzikami z numerami dwanaście a czternaście nie było guzika przeznaczonego dla trzynastego piętra. Wyglądało na to, że dla żartu, lub z powodu przesądów, zdecydowano się na opuszczenie trzynastki w numeracji. Wobec tego piętro trzynaste było oznaczone jako czternaste, czternaste jako piętnaste i tak do samej góry. Budynek nie był żadnym apartamentowcem z luksusowymi mieszkaniami oraz penthousami na dachu. Był to raczej produkt wykoncypowany przez dewelopera dla klasy średniej, udający przynależność do luksusowej kategorii, ale w cenie, która  nie zmuszała do brania kredytów przygniatających swoim ciężarem przyzwoicie zarabiających profesjonalistów. W budynku nie było wielu mieszkań o dużej powierzchni, odpowiednich dla rodzin z dziećmi. Z tego powodu zamieszkiwali w nim głównie single. Większość z nich harowała na spłatę rat kredytu do późnych godzin, a po pracy odstresowywała się w barach. Do mieszkań wracali zasadniczo jedynie na sen. Relacji sąsiedzkich w zasadzie nie było. Ryszard znał mieszkańców budynku głównie z widzenia, bo mijał ich w holu i przy windach ale nie znał ich imion ani nazwisk. Niektórzy nagle znikali. Poprzednio widywał ich regularnie, a od pewnego momentu tracił  z nimi nawet tak ograniczony kontakt. Przypuszczał, że się wyprowadzają.

              Tego dnia nastąpił wyjątkowy zbieg niekorzystnych okoliczności. Trzeba uczciwie przyznać, że Ryszard sobie na to w znacznej mierze zasłużył. Od dawna prowadził siedzący tryb życia, po pracy wypijał sporo piwa, na swoje ostatnie piętro wjeżdżał zawsze windą. Nie uprawiał żadnego sportu. I tak od kilkunastu lat. W rezultacie dorobił się nadwagi, a o kondycji fizycznej lepiej nie wspominać. Tego dnia biomet był fatalny. Zanosiło się na deszcz, było duszno i bezwietrznie. Do tego w pracy nawarstwiły się konflikty. Ryszard od dłuższego czasu z trudem znajdował porozumienie z młodszymi pracownikami. Denerwowało go, że jeden z drugim nauczy się Excela i już się uważa za wielkiego fachowca. Z doświadczeniem Ryszarda nie chcieli się liczyć. Doszło do scysji na temat koncepcji prowadzenia jednego z projektów. Na koniec Ryszard się zdenerwował, wygarnął żeby robili po swojemu, ale nie mieli do niego później pretensji jak będzie problem i wyszedł z biura trzaskając drzwiami. Wypił w barze szybkie piwo, ale nie wpłynęło ono na spadek adrenaliny. Nadal był nabuzowany tak, że nawet nie miał ochoty więcej pić. Poszedł do domu. Okazało się, że wszystkie windy w budynku nie działają. Nie było innego wyjścia jak wspinać się schodami na ostatnie piętro. Projektant potraktował klatkę schodową jedynie jako drogę ewakuacji, a nie jak coś do codziennego użytku. W rezultacie nie było tam żadnego okna. Na poszczególnych piętrach znajdowały się jedynie drzwi oznaczone kolejnymi numerami. Na schodach było bardzo duszno. Ryszard wspinał się po nich coraz bardziej zadyszany. Nogi odmawiały mu posłuszeństwa. Powyżej dwunastego piętra szedł już z wielkim wysiłkiem, po jednym stopniu, stawiając ciężko nogi. Z trudem łapał powietrze. Wspiął się z trudem na podest kolejnego piętra. Ze zdziwieniem spostrzegł, że na drzwiach znajduje się numer 13. Czyżby zatem trzynaste piętro jednak istniało? Czy brak odpowiedniego guzika oznaczał jedynie, że winda nie zatrzymuje się na trzynastym piętrze, ale ono fizycznie istnieje? Zdał sobie sprawę, że nigdy nie policzył od zewnątrz kondygnacji budynku aby stwierdzić ile ich właściwie jest. Czy w takim razie mieszka na piętnastym czy szesnastym piętrze?

              Nagle poczuł silny ból za mostkiem. Nie mógł złapać powietrza. Pociemniało mu w oczach i opierając się o ścianę osunął się na podłogę. Siedział tak przez chwilę, gdy nagle oznaczone numerem 13 drzwi się otwarły. Stał w nich mężczyzna, którego poprzednio widywał, ale który od kilku miesięcy zniknął z budynku.

              - A, jest pan! – odezwał się – Witamy i zapraszamy na trzynaste piętro.

              Ryszard nagle poczuł się o wiele lepiej. Bez wysiłku wstał i wszedł w otwarte drzwi. Za nimi przez całą szerokość budynku biegł korytarz, w którym znajdowały się ozdobione eleganckimi framugami wejścia do licznych sal.

              - Spodziewaliśmy się pana tutaj od pewnego czasu. – rzekł mężczyzna. – No i wreszcie pan dotarł. Pozwoli pan, że go oprowadzę po naszym piętrze. Mamy tu wszystko o czym można pomarzyć.

              Udali się w prawą stronę. Przewodnik wskazał na ostatnie drzwi w korytarzu.

              - Tutaj mamy restaurację. Szeroki wybór dań. Kuchnia tradycyjna i egzotyczna. Meksykańska, chińska, indyjska, arabska, co tylko pan sobie zażyczy. Oczywiście, jak kto woli, to tradycyjny żurek, pierogi albo schabowego też można zjeść. Czynne całą dobę. Serwują śniadania lekkie i obfite, kontynentalne i angielskie. O rachunki niech się pan nie martwi. Wliczone w czynsz. – facet zaśmiał się jakby to miał być dowcip.

              Przeszli do kolejnych drzwi.

              - Tutaj mamy bar. Można wstąpić po posiłku na drinka. Serwują wszystko - piwa, wódki, wina, koniaki, koktajle, czego dusza zapragnie, w każdej ilości.

              Za następnymi drzwiami znajdowała się duża sala gimnastyczna.  Dziwne, że mieściła się w budynku.  Przewodnik poinformował, że można tu zagrać w siatkówkę, koszykówkę, a nawet w tenisa. Ponadto jest tu pełne wyposażenie siłowni, jeśli ktoś chce popracować nad sylwetką.

              W kolejnej sali znajdował się basen. Prowadziło z niego wyjście na położony od południa taras, gdzie można było wylegiwać się na słońcu.

              Poszli dalej.

              - Tutaj mamy salę kinową. Są tu do dyspozycji wszystkie filmy, jakie wyprodukowano od czasu braci Lumiere. – poinformował przewodnik. – Można je oglądać na dużym ekranie albo, jak kto woli, na laptopach.

              Następna była biblioteka. Wzdłuż ścian stały drewniane, eleganckie regały z książkami. Obok nich znajdowały się wygodne, skórzane fotele, nad którymi pochylały się lampy dające ciepłe światło i stwarzające nastrój sprzyjający skupieniu nad lekturą.

              Ryszard zauważył, że w korytarzu i w poszczególnych salach, jakie odwiedzili znajdowali się ludzie, których kiedyś widywał w budynku, a którzy później znikali.

              - Widzę tu wielu sąsiadów. – stwierdził Ryszard. – Czy też raczej byłych sąsiadów. Widywałem ich dawniej w budynku, ale straciłem ich z pola widzenia. Myślałem, że się wyprowadzili.

              - Mówiłem panu, że każdy wcześniej czy później trafia na trzynaste piętro. – odpowiedział mężczyzna. – Jednak nie każdy trafia tu, do tej części. Jak pan widzi, znajdujemy się w części trzynastego piętra położonej od południowej strony. Niektórzy idą do części  od północy.

              - A tam co się znajduje? – zapytał Ryszard.

              - Kiedy tu przybyłem zadałem to samo pytanie. Odpowiedziano mi, że wolałbym nie wiedzieć.

              - Od czego zależy gdzie kto trafi?

              - O tym decyduje Zarządca Nieruchomości.

***

              Ryszard otworzył oczy. Chwilę później usłyszał głos pielęgniarki:

              - Doktorze, pacjent odzyskał przytomność.

              Wzrok Ryszarda stopniowo odzyskiwał ostrość widzenia. Spostrzegł wysokiego bruneta ubranego w biały fartuch.

              - Miał pan sporo szczęścia, że windy w pana budynku nie działały. Dzięki temu ludzie chodzili po schodach i w porę znaleźli pana pod tymi drzwiami. Już wszystko dobrze. Zrobiliśmy co było trzeba. Za kilka dni wróci pan do domu. Ale trzeba będzie się wziąć za siebie, zmienić dietę, zrzucić nieco wagi, zwiększyć aktywność fizyczną. Oczywiście na początek bez przesady. Fizjoterapeuta zaplanuje panu rehabilitację.

              - Będę też musiał od zewnątrz policzyć kondygnacje budynku. – pomyślał Ryszard. – Ciekawe czy trzynaste piętro istnieje czy nie.