piątek, 14 sierpnia 2026

Algorytm

 

Algorytm

              Wanda i Krystian w trakcie wakacji unikali dużych miast. Co innego wiosenny, weekendowy city break. Popularne metropolie oferują liczne atrakcje w postaci klubów, zabytków, a jak kto lubi to również muzeów, a temperatura przed sezonem letnim jest do zniesienia. Natomiast w lipcu i sierpniu miasta nagrzewają się jak piekarniki. Wystarczy przejść ulicą kilkaset metrów aby spocić się i mieć dość spacerów. 

              Z tego powodu Wanda i Krystian wybrali na wakacje jedną z greckich wysp, i to nie żadną z tych popularnych, obleganych przez turystów. Zdecydowali się na wysepkę, na której nie było lotniska co zniechęcało biura podroży do organizacji wyjazdów. Dotrzeć tam dało się jedynie promem. Podróż była skomplikowana lecz nagrodą za to był spokój i posiadanie dzikich plaż niemal do prywatnego użytku. Na wyspie nie było barów ani restauracji należących do globalnych sieci. W zamian można było znaleźć  tawerny oferujące lokalne potrawy.

              Już pierwszego wieczoru Wanda i Krystian wybrali się na porośnięte suchymi ziołami wzgórze górujące nad morską zatoką.  Z myślą o rodzinie i znajomych zrobili sobie selfie do zamieszczenia na portalu społecznościowym. Wyspa była odludna lecz cywilizacja w postaci internetu już tam dotarła. Przed wyjazdem firma telekomunikacyjna zaoferowała Wandzie usługę polegającą na przechowywaniu zdjęć zrobionych jej smartfonem w chmurze. Dzięki temu nie trzeba się było martwić, że pamięć telefonu zapełni się zdjęciami. Nie musieli zatem ograniczać się w liczbie ujęć. Zrobili ich sporo. Po powrocie do pensjonatu wybrali jedną fotkę. Zrobił ją Krystian bo miał dłuższe ramię. Oboje w prawych dłoniach trzymali butelki z sokiem pomarańczowym zakupione przed spacerem. Ujęcie obejmowało ich od pasa w górę. W tle widniała zatoka, na której promyki słońca odbijały się od drobnych fal. Zamieścili post na portalu z podpisem „Początek wakacji”.

              Rano obudził Wandę telefon od matki.

              - Dlaczego mówiliście, że jedziecie na wakacje do Grecji?

              - Jak to dlaczego? Bo wyjechaliśmy do Grecji.

              - To dlaczego zamieściliście zdjęcie z Paryża?

              - Jakiego Paryża?

              - Co znaczy jakiego? Paryża z wieżą Eiffla, która jest na zdjęciu.

              - Nie rozumiem o czym mówisz. Daliśmy na portal zdjęcie zatoki wykonane z górującego nad nią urwiska.

              - To dziwne bo na zdjęciu jest Paryż.

              - Nie rozumiem. Postaram się sprawdzić co się stało.

              - Dobrze. Zresztą to nie ważne, skoro mówisz że zgodnie z planem jesteście w Grecji. Jak podróż?

              - W porządku. Trochę to trwało, ale dotarliśmy bez problemów. Mamo, będę kończyć bo chcę zobaczyć o co chodzi z tym zdjęciem.

              Ledwo Wanda skończyła rozmowę odezwał się telefon Krystiana. Dzwonił kolega z pracy.

              - Stary, gratulacje. Widzę, że zdecydowałeś się na romantyczny wypad do Paryża. Tylko czemu ściemniałeś z tą Grecją?

              Wanda weszła na portal i zobaczyła wczorajszy wpis. Podpis się zgadzał, ale nad nim , jak mówiła mama, widać było Wandę z Krystianem na tle wieży Eiffla. W dłoniach zamiast soku pomarańczowego trzymali po butelce Coca Coli.

              - Co jest, kurde, grane? – zawołał Krystian.

              Na stronie portalu była ikonka „Zgłoś niewłaściwe treści”.  Po kliknięciu otwierało się okienko, w które można było wpisać mailową wiadomość. Krystian napisał: „Zamieszczone przez nas zdjęcie zostało zmanipulowane. Żądamy przywrócenia właściwej wersji”. Kliknął  „wyślij”.

              Po śniadaniu poszli na plażę. Górowało nad nią urwisko, na którym wczoraj  zrobili selfie. Tym razem sfotografowali się w odwrotnym kierunku. Stali na brzegu morza, a wzgórze znajdowało się w tle. W dłoniach trzymali kiście winogron zakupione na straganie w uliczce, przy której stał ich pensjonat. Selfie zamieścili na portalu  z podpisem „To nie jest Paryż”.

              Niedługo po tym zadzwoniła koleżanka Wandy.

              - Fajne zdjęcie. – powiedziała. – Ale o co chodzi z tym podpisem? Dlaczego to nie jest Paryż? Przecież widzę.

              Wanda szybko zakończyła rozmowę i zajrzała na portal. Zobaczyła zdjęcie, na którym stała z Krystianem na tle Łuku Triumfalnego na placu du Carruosel. W dłoniach mieli po paczce chipsów Lays. Tym razem Krystian zdenerwował się na poważnie. Nie dał się zbyć wysłaniem kolejnego maila i tak długo szukał w internecie aż znalazł numer do konsultanta portalu. Cierpliwie go wybierał, aż dodzwonił się za którymś razem. Wysłuchał trochę muzyczki i kilku nagranych komunikatów aż odezwał się ludzki głos. Głos ten nie był jednak do końca ludzki, gdyż konsultant okazał się botem.  Krystian zgłosił swoje pretensje dotyczące zmienionych zdjęć starając się mówić spokojnie. Bot wytłumaczył, że  paragraf siedemnasty, ustęp trzeci podpunkt 2 regulaminu portalu pozwala na modyfikację zdjęć zapisanych w chmurze zgodnie z życzeniami reklamodawców.  Ponadto portal posiada badania, z których wynika że zdjęcia z dużych metropolii mają większą oglądalność niż z odludnych wysp, więc zmiana tła zdjęcia jest w interesie użytkowników portalu, gdyż zapewnia większe zasięgi. Edycja zdjęć odbywa się zgodnie ze specjalnym algorytmem.  Po tym połączenie zostało przerwane.

              Wieczorem Wanda i Krystian poszli na kolację do niewielkiej restauracji położonej przy nadmorskiej promenadzie. Zrobili sobie selfie przy stole, na którym stały porcje musaki. Wanda zamieściła zdjęcie na profilu i podpisała: „Po obowiązkowym zwiedzaniu największych atrakcji Paryża wybraliśmy się na romantyczną kolację do Dzielnicy Łacińskiej. Wybraliśmy klimatycznego MacDonaldsa i zamówiliśmy po Big Macu.”

             

środa, 15 lipca 2026

13 piętro

 

13-te piętro

              Ryszard zajmował mieszkanie na ostatnim, szesnastym piętrze, które faktycznie było piętrem piętnastym. Tak mu się przynajmniej wydawało. A wydawało się dlatego, że w windzie pomiędzy guzikami z numerami dwanaście a czternaście nie było guzika przeznaczonego dla trzynastego piętra. Wyglądało na to, że dla żartu, lub z powodu przesądów, zdecydowano się na opuszczenie trzynastki w numeracji. Wobec tego piętro trzynaste było oznaczone jako czternaste, czternaste jako piętnaste i tak do samej góry. Budynek nie był żadnym apartamentowcem z luksusowymi mieszkaniami oraz penthousami na dachu. Był to raczej produkt wykoncypowany przez dewelopera dla klasy średniej, udający przynależność do luksusowej kategorii, ale w cenie, która  nie zmuszała do brania kredytów przygniatających swoim ciężarem przyzwoicie zarabiających profesjonalistów. W budynku nie było wielu mieszkań o dużej powierzchni, odpowiednich dla rodzin z dziećmi. Z tego powodu zamieszkiwali w nim głównie single. Większość z nich harowała na spłatę rat kredytu do późnych godzin, a po pracy odstresowywała się w barach. Do mieszkań wracali zasadniczo jedynie na sen. Relacji sąsiedzkich w zasadzie nie było. Ryszard znał mieszkańców budynku głównie z widzenia, bo mijał ich w holu i przy windach ale nie znał ich imion ani nazwisk. Niektórzy nagle znikali. Poprzednio widywał ich regularnie, a od pewnego momentu tracił  z nimi nawet tak ograniczony kontakt. Przypuszczał, że się wyprowadzają.

              Tego dnia nastąpił wyjątkowy zbieg niekorzystnych okoliczności. Trzeba uczciwie przyznać, że Ryszard sobie na to w znacznej mierze zasłużył. Od dawna prowadził siedzący tryb życia, po pracy wypijał sporo piwa, na swoje ostatnie piętro wjeżdżał zawsze windą. Nie uprawiał żadnego sportu. I tak od kilkunastu lat. W rezultacie dorobił się nadwagi, a o kondycji fizycznej lepiej nie wspominać. Tego dnia biomet był fatalny. Zanosiło się na deszcz, było duszno i bezwietrznie. Do tego w pracy nawarstwiły się konflikty. Ryszard od dłuższego czasu z trudem znajdował porozumienie z młodszymi pracownikami. Denerwowało go, że jeden z drugim nauczy się Excela i już się uważa za wielkiego fachowca. Z doświadczeniem Ryszarda nie chcieli się liczyć. Doszło do scysji na temat koncepcji prowadzenia jednego z projektów. Na koniec Ryszard się zdenerwował, wygarnął żeby robili po swojemu, ale nie mieli do niego później pretensji jak będzie problem i wyszedł z biura trzaskając drzwiami. Wypił w barze szybkie piwo, ale nie wpłynęło ono na spadek adrenaliny. Nadal był nabuzowany tak, że nawet nie miał ochoty więcej pić. Poszedł do domu. Okazało się, że wszystkie windy w budynku nie działają. Nie było innego wyjścia jak wspinać się schodami na ostatnie piętro. Projektant potraktował klatkę schodową jedynie jako drogę ewakuacji, a nie jak coś do codziennego użytku. W rezultacie nie było tam żadnego okna. Na poszczególnych piętrach znajdowały się jedynie drzwi oznaczone kolejnymi numerami. Na schodach było bardzo duszno. Ryszard wspinał się po nich coraz bardziej zadyszany. Nogi odmawiały mu posłuszeństwa. Powyżej dwunastego piętra szedł już z wielkim wysiłkiem, po jednym stopniu, stawiając ciężko nogi. Z trudem łapał powietrze. Wspiął się z trudem na podest kolejnego piętra. Ze zdziwieniem spostrzegł, że na drzwiach znajduje się numer 13. Czyżby zatem trzynaste piętro jednak istniało? Czy brak odpowiedniego guzika oznaczał jedynie, że winda nie zatrzymuje się na trzynastym piętrze, ale ono fizycznie istnieje? Zdał sobie sprawę, że nigdy nie policzył od zewnątrz kondygnacji budynku aby stwierdzić ile ich właściwie jest. Czy w takim razie mieszka na piętnastym czy szesnastym piętrze?

              Nagle poczuł silny ból za mostkiem. Nie mógł złapać powietrza. Pociemniało mu w oczach i opierając się o ścianę osunął się na podłogę. Siedział tak przez chwilę, gdy nagle oznaczone numerem 13 drzwi się otwarły. Stał w nich mężczyzna, którego poprzednio widywał, ale który od kilku miesięcy zniknął z budynku.

              - A, jest pan! – odezwał się – Witamy i zapraszamy na trzynaste piętro.

              Ryszard nagle poczuł się o wiele lepiej. Bez wysiłku wstał i wszedł w otwarte drzwi. Za nimi przez całą szerokość budynku biegł korytarz, w którym znajdowały się ozdobione eleganckimi framugami wejścia do licznych sal.

              - Spodziewaliśmy się pana tutaj od pewnego czasu. – rzekł mężczyzna. – No i wreszcie pan dotarł. Pozwoli pan, że go oprowadzę po naszym piętrze. Mamy tu wszystko o czym można pomarzyć.

              Udali się w prawą stronę. Przewodnik wskazał na ostatnie drzwi w korytarzu.

              - Tutaj mamy restaurację. Szeroki wybór dań. Kuchnia tradycyjna i egzotyczna. Meksykańska, chińska, indyjska, arabska, co tylko pan sobie zażyczy. Oczywiście, jak kto woli, to tradycyjny żurek, pierogi albo schabowego też można zjeść. Czynne całą dobę. Serwują śniadania lekkie i obfite, kontynentalne i angielskie. O rachunki niech się pan nie martwi. Wliczone w czynsz. – facet zaśmiał się jakby to miał być dowcip.

              Przeszli do kolejnych drzwi.

              - Tutaj mamy bar. Można wstąpić po posiłku na drinka. Serwują wszystko - piwa, wódki, wina, koniaki, koktajle, czego dusza zapragnie, w każdej ilości.

              Za następnymi drzwiami znajdowała się duża sala gimnastyczna.  Dziwne, że mieściła się w budynku.  Przewodnik poinformował, że można tu zagrać w siatkówkę, koszykówkę, a nawet w tenisa. Ponadto jest tu pełne wyposażenie siłowni, jeśli ktoś chce popracować nad sylwetką.

              W kolejnej sali znajdował się basen. Prowadziło z niego wyjście na położony od południa taras, gdzie można było wylegiwać się na słońcu.

              Poszli dalej.

              - Tutaj mamy salę kinową. Są tu do dyspozycji wszystkie filmy, jakie wyprodukowano od czasu braci Lumiere. – poinformował przewodnik. – Można je oglądać na dużym ekranie albo, jak kto woli, na laptopach.

              Następna była biblioteka. Wzdłuż ścian stały drewniane, eleganckie regały z książkami. Obok nich znajdowały się wygodne, skórzane fotele, nad którymi pochylały się lampy dające ciepłe światło i stwarzające nastrój sprzyjający skupieniu nad lekturą.

              Ryszard zauważył, że w korytarzu i w poszczególnych salach, jakie odwiedzili znajdowali się ludzie, których kiedyś widywał w budynku, a którzy później znikali.

              - Widzę tu wielu sąsiadów. – stwierdził Ryszard. – Czy też raczej byłych sąsiadów. Widywałem ich dawniej w budynku, ale straciłem ich z pola widzenia. Myślałem, że się wyprowadzili.

              - Mówiłem panu, że każdy wcześniej czy później trafia na trzynaste piętro. – odpowiedział mężczyzna. – Jednak nie każdy trafia tu, do tej części. Jak pan widzi, znajdujemy się w części trzynastego piętra położonej od południowej strony. Niektórzy idą do części  od północy.

              - A tam co się znajduje? – zapytał Ryszard.

              - Kiedy tu przybyłem zadałem to samo pytanie. Odpowiedziano mi, że wolałbym nie wiedzieć.

              - Od czego zależy gdzie kto trafi?

              - O tym decyduje Zarządca Nieruchomości.

***

              Ryszard otworzył oczy. Chwilę później usłyszał głos pielęgniarki:

              - Doktorze, pacjent odzyskał przytomność.

              Wzrok Ryszarda stopniowo odzyskiwał ostrość widzenia. Spostrzegł wysokiego bruneta ubranego w biały fartuch.

              - Miał pan sporo szczęścia, że windy w pana budynku nie działały. Dzięki temu ludzie chodzili po schodach i w porę znaleźli pana pod tymi drzwiami. Już wszystko dobrze. Zrobiliśmy co było trzeba. Za kilka dni wróci pan do domu. Ale trzeba będzie się wziąć za siebie, zmienić dietę, zrzucić nieco wagi, zwiększyć aktywność fizyczną. Oczywiście na początek bez przesady. Fizjoterapeuta zaplanuje panu rehabilitację.

              - Będę też musiał od zewnątrz policzyć kondygnacje budynku. – pomyślał Ryszard. – Ciekawe czy trzynaste piętro istnieje czy nie.

niedziela, 14 czerwca 2026

Toń

 

Toń

              Zawsze się zastanawiał jak to możliwe, że woda w Morzu Śródziemnym jest tak przejrzysta.  Wszystko jedno czy wybierał się na wakacje do Chorwacji, czy do Grecji woda zawsze była jak kryształ.  Na zdrowy rozum, ciepło i dużo światła słonecznego powinno sprzyjać rozwojowi glonów i wodorostów.  Dla porównania w takim Bałtyku, w którym woda jest zawsze chłodniejsza, a słońce ogrzewa ją słabiej, wystarczy kilka cieplejszych dni aby zakwitały sinice albo pojawiły się w dużych ilościach inne niezbyt przyjemne wodne rośliny. Zresztą nawet poza tym okresem woda zawsze jest mętnawa i zawiera zawiesinę zielonkawego planktonu.  Jedyne racjonalne wytłumaczenie, jakie przychodziło mu do głowy to kwestia zasolenia. Być może obecność soli, której w Morzy Śródziemnym jest znacznie więcej niż w Bałtyku zapobiega namnażaniu się wodorostów.

              Niezależnie od przyczyn tej niezwykłej przejrzystości wody, podczas wakacji korzystał z niej nurkując ile się da. Nie używał żadnych akwalungów. Zakładał jedynie maskę, dzięki której mógł wyraźnie widzieć podwodny świat. Do tego nurkowania przygotowywał się przez cały rok ćwicząc wstrzymywanie oddechu. Najłatwiej było to robić podczas oglądania meczów piłkarskich, kiedy w lewym górnym rogu ekrany pokazywane były upływające minuty i sekundy. Oddychał kilka razy intensywnie aby dotlenić płuca, a następnie, kiedy zegar na ekranie pokazywał okrągłą minutę, wstrzymywał oddech i obserwował upływ czasu. Z początku wytrzymywał na bezdechu niespełna dwie minuty, ale ćwiczenia przynosiły pewien efekt. Po miesiącach treningu doszedł do tego, że mógł bez żądnych problemów nie oddychać przez dwie i pół minuty. Po tym czasie zaczynał odczuwać ból w płucach. Organizm coraz intensywniej domagał się nowej dawki tlenu. Siłą woli, pokonując ból, był w stanie dotrwać do trzech minut. Później zaczynał odczuwać problemy z głową. Ciemniało mu w oczach, myśli zaczynały mu się plątać, był bliski utraty przytomności. Musiał wziąć oddech. Słyszał, że istnieją nurkowie, który potrafią wytrzymać bez oddychania znacznie dłużej, lecz on pomimo ćwiczeń nie był w stanie przekroczyć trzech minut i kilkunastu sekund. Być może po prostu nie wiedział jak należy trenować bezdech, a jego metoda była zbyt prosta i nieskuteczna. A może była to kwestia predyspozycji. Po prostu jedni mają wrodzone zdolności do długiego wstrzymywania oddechu, a inni nie.     W każdym razie, te ćwiczenia pozwoliły mu poznać swój organizm i jego możliwości, a zwłaszcza nauczyć się rozpoznawać sygnały, którymi ciało sygnalizowało, że zbliża się do granicy swojej wytrzymałości i  dłużej bez nowej porcji powietrza już nie wytrzyma.

              Tego roku zdecydował się na wakacje na jednej z greckich wysp. Nie było tam rajskich, piaszczystych plaż, takich jakie pokazuje się na zdjęciach w folderach reklamujących egzotyczne wakacje. Plaże na tej wyspie były żwirowe  i niezbyt długie, położone pomiędzy skalistymi przylądkami. Do morza wchodziło się mało wygodnie, bo można było natrafić na ostre kamienie. Za to gdy się już weszło na głęboką wodę, to morze dostarczało niezapomnianych wrażeń. Gdy tylko zanurzył głowę mógł podziwiać bogactwo podwodnego świata. Woda w dziwny sposób skracała odległości. Kiedy spoglądał na dno wydawało się w zasięgu ręki. Pozornie wystarczyło wyciągnąć dłoń aby złapać muszlę lub kamyk. Tymczasem, gdy nurkował, okazywało się, że głębokość wynosi ładnych kilka metrów i należało się sporo namachać ramionami aby dopłynąć do dna.  Gdy już do niego dotarł starał się pozostać na głębokości jak najdłużej i nacieszyć się widokami jakie tam się rozpościerały. Dopiero gdy ból w piersiach i zawroty głowy stawały się nieznośne wypływał na powierzchnię aby wziąć oddech. Pod wodą zazwyczaj pływał wzdłuż dna, starając się obserwować muszle i różnorakie morskie stworzenia. Koncentrował wzrok na tym co znajdowało się w bezpośredniej bliskości. Dopiero gdy organizm domagał się nowej porcji powietrza, płynąc w górę miał okazję rozejrzeć się szerzej. Przejrzysta woda pozwalała widzieć co się dzieje w całej zatoce pod ruchliwą powierzchnią morza, w którą wplatały się migotliwe promienie słońca. Pewnego razu wynurzając się spostrzegł w oddali sylwetkę pływaka. Mężczyzna w niebieskich szortach płynął kraulem. Widać było kopiące wodę nogi i regularnie wynurzające się i zanurzające ramiona. Nagle w pobliżu pojawił się opływowy kształt z trójkątną płetwą na grzbiecie. Rzucił się w kierunku pływaka. Woda wokół zabarwiła się na czerwono.

              Przerażony nurek najszybciej jak mógł popłynął do brzegu. Wychodząc z wody krzyczał do siedzącego na swojej wieżyczce ratownika:

              - Na pomoc! Rekin zaatakował człowieka!

              - Gdzie? – zapytał zaskoczony ratownik.

              Mężczyzna wskazał w kierunku gdzie, jak mu się wydawało, dostrzegł przed chwilą rozgrywający się dramat.

              - Niemożliwe. – powiedział ratownik. – Tu nie ma rekinów. Zresztą nawet gdyby jakiś się tu zjawił i kogoś zaatakował to musiałbym to dostrzec. Przez cały czas obserwuję z góry zatokę. Niech mi pan wierzy. Nic się nie stało. Musiało się panu przywidzieć.

              Mocno zdezorientowany spojrzał w kierunku morza. Zatoka był doskonale widoczna. Jej powierzchnia była spokojna i nic nie wskazywało aby rozegrały się tu jakieś dramatyczne wydarzenia.  Zdał sobie sprawę, że atak rekina widział w momencie gdy wypływał na powierzchnię na resztkach tlenu, gdy mózg zaczynał już dziwnie funkcjonować. Prawdopodobnie, na skutek bezdechu miał jakieś halucynacje.

              Pogodził się z takim wytłumaczeniem ale wieczorem gdy spojrzał w internet aby sprawdzić co się dzieje na świecie spostrzegł wiadomość zatytułowaną „Atak rekina na turystę w egipskim kurorcie nad Morzem Czerwonym”. Dziwny zbieg okoliczności. Mimo niezwykłej przejrzystości wody nie mógł przecież widzieć scen rozgrywających się na Morzu Czerwonym od którego dzieliły go setki kilometrów i kanał sueski.

              Następnego dnia zapomniał już o tej historii i ponownie cieszył się nurkowaniem. Gdy po raz kolejny wynurzał się z kilkumetrowej głębokości spojrzał w odległą morską toń. Zobaczył spód kadłuba jakiegoś statku. Widział obracającą się śrubę napędową zostawiająca spieniony ślad na powierzchni. Statek zmierzał w kierunku ukrytej pod powierzchnią skały. Uderzył w nią z pełną prędkości i obrócił się na bok. Do wody zaczęły wpadać ludzkie sylwetki. Kiedy wynurzył się na powierzchnię i rozejrzał po morzu, żadnego tonącego statku nie widział. Tym razem nawet nie alarmował ratownika bo było jasne, że gdyby katastrofa zdarzyła się w tej zatoce to wszyscy musieliby ją zauważyć. Zatem znowu musiały to być wizje powstałe w jego  niedotlenionym mózgu. Tym niemniej wieczorem sprawdził internet. Nawet się specjalnie nie zdziwił gdy znalazł wiadomość o promie, który w Indonezji wpadł na skałę i zatonął zabierając ze sobą na dno wielu pasażerów. Było jasne, że z tej greckiej wyspy nie mógł widzieć wydarzeń w Indonezji, która znajdowała się jeszcze dalej niż Morze Czerwone. Jednak kolejny taki zbieg okoliczności dawał do myślenia.

              Następnego dnia nurkował jak zwykle. W trakcie jednego z wynurzeń oderwał wzrok od dna i spojrzał w odległą morską toń. Dojrzał płynącą dziewczynę ubraną w granatowy jednoczęściowy kostium. Była bardzo zgrabna i poruszała się w wodzie z wielką gracją. Nie widział jej twarzy, a jedynie poruszające się w wodzie wokół szyi długie włosy. Spoglądał na nią z zachwytem podziwiając jej sylwetkę i piękne, harmonijne ruchy. Dopiero intensywny ból płuc zmusił go do oderwania wzroku i wysunięcia głowy ponad wodę. Spojrzał w kierunku gdzie powinna znajdować się płynąca dziewczyna ale nikogo tam nie było. Nie zdziwiło go to. Czuł jednak, że ona naprawdę istnieje i pływa w tej chwili w jakimś odległym morzu. Wierzył, że kiedyś ją spotka.