Manelarz
Po prostu nie lubił wyrzucać rzeczy. Było mu ich żal. Przecież ktoś poświęcił sporo pracy aby je wyprodukować, poszły na to jakieś zasoby energii i surowców, no i co? Ma to tak po prostu trafić na śmietnik? Czy naprawdę trzeba wyrzucać całkiem dobry brązowy sweter tylko dlatego, że ma nieco naciągnięte na łokciach rękawy albo dlatego, że jacyś specjaliści od robienia ludziom wody z mózgu wmawiają nam, że brąz wyszedł z mody? Ktoś się starał znaleźć dla nas jakiś prezent. Czy jedynie z tego powodu, że nie trafił do końca w nasze potrzeby należy tę rzecz wyrzucić? Niestety, kubki, kieliszki i zastawa stołowa czasem się tłuką. Ale jeśli z kompletu sześciu sztuk dwie albo trzy uległy zniszczeniu to trzeba od razu wyrzucać resztę? Co komu szkodzi wypić kawę z kubków nie należących do jednego kompletu?
Lubił mieć różne manele na wszelki wypadek. Nie rzadko potrzebna jest na przykład jakaś śrubka do drobnej naprawy w domu. I co, czy trzeba od razu kupować całą nową paczkę w markecie? Albo akurat potrzeba kilkanaście centymetrów listewki. Mamy kupować dwumetrową? Nie, lepiej mieć takie szpeje pod ręką. Ludzie tłumaczyli mu, że przetrzymywanie różnych maneli nie ma sensu. Bo zapominamy co mamy zachomikowane, a nawet jak pamiętamy, że coś takiego mieliśmy to i tak nie możemy tego znaleźć gdy jest akurat potrzebne.
Jednak miał dowody na to, że trzymanie pozornie zbędnych rzeczy ma sens. Na przykład wtedy gdy zaprosił kolegów na mecz. Zeszli się, przynieśli piwko, rozsiedli się przed telewizorem. Telewizyjny komentator już budował atmosferę. Wiadomo, że nasi nie są faworytem, ale może tym razem dadzą radę. W sporcie cuda się zdarzają. Już zaczęli w to wierzyć. Rozległ się pierwszy gwizdek i właśnie wtedy ekran telewizora zgasł. I w ogóle wszystko zgasło. Wysiadł prąd. Od razu pobiegli do korków w mieszkaniu ale okazało się, że były w porządku. Prądu nie było w całym domu. Wywaliło bezpieczniki na klatce schodowej. Niestety schowane były w skrzynce zamkniętej na specjalny zamek, do którego klucz ma tylko pogotowie energetyczne. Można po nich dzwonić, ale wiadomo, że nie zjawią się od razu. Co najmniej połowa meczu by przepadła. Na szczęście miał w szafce pudełko z kluczami, takimi co to nie wiadomo do jakiego zamka są. Zaczął je po kolei przymierzać i proszę bardzo, jeden pasował. Niestety, po otwarciu skrzynki okazało się, że są w niej stare bezpieczniki. Nie takie automatyczne, co to tylko wystarczy nacisnąć ale takie co jak się przepalą to koniec. Można tylko wymienić. I co? Przeszukał kilka szuflad i znalazł pasujący bezpiecznik na szesnaście amperów. W sumie stracili tylko dziesięć minut meczu.
Innym razem majstrował coś przy altance w ogródku działkowym. Gdy skończył wybrał się na spotkanie z kolegami w barze mając ze sobą skrzynkę na narzędzia. Trochę się zasiedział. Wracał już po północy. Była letnia noc. Niebo było częściowo pokryte chmurami. Kiedy przechodził koło cmentarza silny powiew wiatru poruszył drzewami. Zza chmur wyszedł księżyc. Był w pełni. W jego świetle dało się dostrzec mężczyznę opierającego się o cmentarny mur w pobliżu bramy. Człowiek ten ubrany był w ciemny płaszcz czy też pelerynę z wysoko postawionym kołnierzem. Nagle, w kilku niesamowicie szybkich skokach znalazł się w pobliżu. Jego blada cera kontrastowała z kruczoczarnymi włosami. Oczy świeciły jakimś dziwnym, czerwonawym blaskiem. Kiedy otworzył usta dało się dostrzec kły dłuższe od pozostałych zębów co najmniej o dwa centymetry. Na szczęście nasz bohater miał w skrzynce z narzędziami zaostrzony kołek osikowy, więc dziabnął nim tego gościa i poszedł dalej w kierunku domu.
Natomiast jak się nie ma tego co akurat potrzebne to konsekwencje mogą być poważne. Pewnego razu urwały się drzwiczki od kabiny prysznicowej bo skorodowała mała śrubka, którą były przymocowane. Była to śrubka M4 o długości dwunastu milimetrów ze stożkowym łebkiem, w którym znajdowała się szpara na ostrze śrubokręta. Miał w domu kilka śrubek M4 ale żadna z nich nie była taka jak potrzebował. Wszystkie śrubki ze stożkowym łebkiem były za długie i gdyby je zastosować to drzwiczki by się blokowały i nie dałoby się ich przesuwać. Inne, o właściwej długości miały sześciokątne łebki pod klucz, który za bardzo wystawał i też się nie mieściły w dostępnym miejscu. Nie było wyjścia. Musiał kupić w markecie co najmniej 5 deka odpowiednich śrubek, bo w mniejszej ilości ich nie sprzedawali. Wsypał śrubki do papierowej torebki, zważył, wstukał kod i przykleił nalepkę z kodem kreskowym jaką wydrukowała waga. Ustawił się w kolejce do kasy. Przed nim stała dziewczyna, która na sklepowym wózku miała kilka dużych doniczek z kwiatami. Kiedy przyszła jej kolej, kasjerka zażądała postawienia tych doniczek na taśmie bo inaczej nie mogła sięgnąć aby odczytać kod. Oczywiście pomógł dziewczynie z noszeniem tych ciężarów. Później pomógł jej załadować te donice do auta.
Kilka miesięcy później wzięli ślub. Niestety, po trzech latach przestało im się układać i zdecydowali się na rozwód, co obojga kosztowało sporo nerwów. I niech ktoś powie, że nie warto trzymać różnych maneli. Gdyby wtedy miał w domu odpowiednią śrubkę M$ to do tego rozwodu by nie doszło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz