piątek, 15 maja 2026

Transfer energii

 

Transfer energii

              Profesor swoją pozycję w świecie nauki zawdzięczał systematyczności i pracowitości. Codziennie po powrocie z uczelni zjadał w domu obiad, a następnie poświęcał dwie godziny na relaks. W zależności od pogody udawał się na spacer lub, gdy aura na to nie pozwalała, czytał coś lekkiego. Uważał, że nie jest to czas stracony gdyż mózg zasługuje na regenerację, a gdyby pracować bez przerwy to mogłoby to odbyć się to ze szkodą dla kreatywności. Natomiast wieczorem nie marnował czasu na telewizję czy inne rozrywki lecz wracał do pracy.

              Na dziś zaplanował zajęcie się pracą doktorską, którą otrzymał do recenzji. Przeczytał uważnie cały tekst, posprawdzał czy zgadzają się przywołane pozycje literatury i przeanalizował wnioski. Doszedł do wniosku, że rozprawa jest napisana przyzwoicie i zgodnie z zasadami obowiązującymi w nauce. Autor wykazał, że posiada wymaganą wiedzę i posługuje się prawidłowym warsztatem naukowym. W przygotowanie i napisanie doktoratu włożył  sporo pracy. Profesor uznał jednak, że żadnego przełomu w nauce to nie przyniesie. Rozprawa miała przyzwoity poziom ale tylko tyle. Autora można było dopuścić do obrony pracy ale na specjalne wyróżnienie to nie zasługiwało. Profesor w tym duchu zamierzał napisać recenzję, ale dopiero kolejnego dnia.  W trakcie swojej kariery akademickiej nauczył się aby nie formułować żadnych wniosków zbyt pochopnie. Wielu kolegów, którzy wyrażali poglądy bez uprzedniego starannego przemyślenia sprawy naraziło się na uszczypliwości lub drwiny. Profesor, zgodnie ze swoim zwyczajem, postanowił przelać na papier wnioski, do jakich doszedł dopiero po przespaniu sprawy.

              Jak co dzień położył się spać przed północą, z poczuciem satysfakcji, że nie zmarnował minionego dnia.  Zapadł w sen szybko. Nie dane mu jednak było spać spokojnie do rana, gdyż pośrodku ciemnej nocy obudził go dźwięk telefonu.  W słuchawce usłyszał nieznajomy, podekscytowany głos:

              - Panie profesorze, musi mi pan pomóc zażegnać niebezpieczeństwo. Mnie nie uwierzą,   ale jeśli wesprze mnie pan swoim autorytetem to być może świat uniknie najgorszego.

              Profesor, wciąż zaspany, nie zdołał przerwać i zapytać kto właściwie dzwoni , gdyż rozmówca głośno i z ekscytacją mówił dalej:

              -Zajmuję się badaniem wzajemnego oddziaływanie promieniowania elektromagnetycznego i zjawisk występujących w atmosferze ziemskiej. Promieniowanie elektromagnetyczne pochodzące od Słońca dostarcza atmosferze energii. Jak pan doskonale wie, przepływ powietrza i ciepła w atmosferze opisują nieliniowe cząstkowe równania różniczkowe. Ponieważ są nieliniowe to opisywane przez nie zjawiska są niestabilne. Energia słoneczna napływa do Ziemi równomiernie, ze stałą intensywnością i z tego samego kierunku. Wobec tego, na zdrowy rozum, rozkład wiatru i temperatury w atmosferze też powinien być równomierny. Wiatr powinien wiać stale w tę samą stronę, a temperatura powinna w sposób  ustalony maleć od równika w kierunku biegunów. Jednak tak nie jest, ze względu na  nieliniowość równań. Wiatry wieją w różnych kierunkach i z różną prędkością, a temperatura zmienia się chaotycznie.  Na szczęście ta niestabilność jest ograniczona gdyż w atmosferze energia jest rozpraszana i zjawiska podlegają tłumieniu. Huragany się pojawiają ale ich prędkość osiąga góra dwieście kilometrów na godzinę. A przecież energii słonecznej starczyłoby aby rozpędzić masy powietrza do znacznie większych prędkości. Pomimo tego, wszystkie zjawiska w atmosferze mają ograniczoną intensywność i z czasem zanikają. Każdy huragan kiedyś wygasa. To znaczy, do tej pory tak było. Niestety, analizując związki równań opisujących pole elektromagnetyczne, czyli równań Maxwella i równań opisujących ruch atmosfery, czyli równań Naviera-Stokesa doszedłem do wniosku, że możliwy jest bardzo niebezpieczny transfer energii, który spowoduje niestabilność atmosfery. Z jednej strony energia zgromadzona w atmosferze może wpływać na częstotliwość fal elektromagnetycznych. Inaczej mówiąc, mogą ulec zmianie kolory jakie znamy. Na przykład niebo stanie się zielone. Z drugiej strony, fale elektromagnetyczne mogą spowodować niekontrolowany wzrost prędkości wiatrów do katastrofalnych rozmiarów. Grożą nam huragany wiejące z prędkością ponaddźwiękową i mające niszczycielską siłę. Żeby uratować planetę należy zbudować gigantyczne stabilizatory. To się wiąże z ogromnymi nakładami finansowymi. Mnie nikt nie uwierzy. Politycy nie wezmą moich ostrzeżeń na poważnie. Pan to co innego. Pan ma wielki autorytet. Może dzięki temu uda się ocalić nasz świat. Możliwość wystąpienia groźnych zjawisk, o których mówię pan też do pewnego stopnia przewidział, chociaż nie do końca. Mam na myśli referat, jaki pan przedstawił na konferencji w 1993 roku. Czytałem te materiały konferencyjne i w pana artykule można znaleźć…

              Profesor wreszcie do reszty  wybudził się ze snu i postanowił przerwać ten słowotok.

              - Panie kolego, ja uczestniczyłem w setkach konferencji i nie pamiętam co napisałem w 1993 roku. Zwłaszcza trudno mi to sobie przypomnieć pośrodku nocy. Niech mi pan da spać. Planeta chyba wytrzyma do rana. Jurto pan na spokojnie wyłoży o co chodzi, najlepiej na piśmie.

              Profesor przerwał połączenie. Kiedy po chwili telefon zadzwonił ponownie, odrzucił rozmowę i zablokował numer.  Starał się zapomnieć o tej dziwnej historii i ponownie zasnąć. Po kilku minutach mu się udało. Budzik, jak zwykle, obudził go o siódmej rano. Profesor, przez chwilę leżał jeszcze w łóżku czekając aż ustąpią resztki senności. Przypomniał sobie nocną rozmowę telefoniczną i uznał, że musiało mu się to przyśnić. Pewnie było to spowodowane wczorajszymi refleksjami nad recenzowanym doktoratem. Mimo woli, profesor uznał, że sen miał związek z marzeniami, które żywił na początku swojej kariery naukowej. Wierzył wtedy, że dokona jakiegoś przełomu w nauce, że tak jak Kopernik wyjaśnił ludziom jak  zbudowany jest układ planetarny, że tak jak Newton wytłumaczył czemu przedmioty spadają, tak i on wyjaśni ludzkości istotę jakiegoś zjawiska i przejdzie do historii nauki. Niestety, z czasem marzenia zgasły w naukowej, codziennej  rzeczywistości. Zaczęło się liczenie publikacji oraz ich cytowań. Ważniejsza stała się ich ilość niż treść. Profesor niechętnie musiał na swój użytek przyznać, że większość jego prac była jak ten recenzowany doktorat – opracowanych prawidłowo pod względem warsztatowym lecz nie wnoszących wiele nowego w rozwój nauki. Jednak te marzenia wciąż tkwiły gdzieś w tyle głowy i wyszły z ukrycia w tym śnie o szalonym naukowcu donoszącym o przerażających, przełomowych odkryciach.

              Profesor wstał z łóżka, wziął do ręki leżący obok telefon. Spojrzał na ekranik, W historii połączeń była rozmowa o godzinie trzeciej czterdzieści siedem, a kilka minut później odrzucone kolejne przychodzące połączenie. Profesor pokręcił głową z niedowierzaniem. Zatem to nie był sen? Rzeczywiście jakiś wariat chciał ratować świat przed czwartą rano?

              Profesor odsłonił żaluzję na oknie i wyjrzał na zewnątrz. Na zielonym niebie świeciło fioletowe słońce, którego promienie padały na różowe liście drzew.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz