niedziela, 14 czerwca 2026

Toń

 

Toń

              Zawsze się zastanawiał jak to możliwe, że woda w Morzu Śródziemnym jest tak przejrzysta.  Wszystko jedno czy wybierał się na wakacje do Chorwacji, czy do Grecji woda zawsze była jak kryształ.  Na zdrowy rozum, ciepło i dużo światła słonecznego powinno sprzyjać rozwojowi glonów i wodorostów.  Dla porównania w takim Bałtyku, w którym woda jest zawsze chłodniejsza, a słońce ogrzewa ją słabiej, wystarczy kilka cieplejszych dni aby zakwitały sinice albo pojawiły się w dużych ilościach inne niezbyt przyjemne wodne rośliny. Zresztą nawet poza tym okresem woda zawsze jest mętnawa i zawiera zawiesinę zielonkawego planktonu.  Jedyne racjonalne wytłumaczenie, jakie przychodziło mu do głowy to kwestia zasolenia. Być może obecność soli, której w Morzy Śródziemnym jest znacznie więcej niż w Bałtyku zapobiega namnażaniu się wodorostów.

              Niezależnie od przyczyn tej niezwykłej przejrzystości wody, podczas wakacji korzystał z niej nurkując ile się da. Nie używał żadnych akwalungów. Zakładał jedynie maskę, dzięki której mógł wyraźnie widzieć podwodny świat. Do tego nurkowania przygotowywał się przez cały rok ćwicząc wstrzymywanie oddechu. Najłatwiej było to robić podczas oglądania meczów piłkarskich, kiedy w lewym górnym rogu ekrany pokazywane były upływające minuty i sekundy. Oddychał kilka razy intensywnie aby dotlenić płuca, a następnie, kiedy zegar na ekranie pokazywał okrągłą minutę, wstrzymywał oddech i obserwował upływ czasu. Z początku wytrzymywał na bezdechu niespełna dwie minuty, ale ćwiczenia przynosiły pewien efekt. Po miesiącach treningu doszedł do tego, że mógł bez żądnych problemów nie oddychać przez dwie i pół minuty. Po tym czasie zaczynał odczuwać ból w płucach. Organizm coraz intensywniej domagał się nowej dawki tlenu. Siłą woli, pokonując ból, był w stanie dotrwać do trzech minut. Później zaczynał odczuwać problemy z głową. Ciemniało mu w oczach, myśli zaczynały mu się plątać, był bliski utraty przytomności. Musiał wziąć oddech. Słyszał, że istnieją nurkowie, który potrafią wytrzymać bez oddychania znacznie dłużej, lecz on pomimo ćwiczeń nie był w stanie przekroczyć trzech minut i kilkunastu sekund. Być może po prostu nie wiedział jak należy trenować bezdech, a jego metoda była zbyt prosta i nieskuteczna. A może była to kwestia predyspozycji. Po prostu jedni mają wrodzone zdolności do długiego wstrzymywania oddechu, a inni nie.     W każdym razie, te ćwiczenia pozwoliły mu poznać swój organizm i jego możliwości, a zwłaszcza nauczyć się rozpoznawać sygnały, którymi ciało sygnalizowało, że zbliża się do granicy swojej wytrzymałości i  dłużej bez nowej porcji powietrza już nie wytrzyma.

              Tego roku zdecydował się na wakacje na jednej z greckich wysp. Nie było tam rajskich, piaszczystych plaż, takich jakie pokazuje się na zdjęciach w folderach reklamujących egzotyczne wakacje. Plaże na tej wyspie były żwirowe  i niezbyt długie, położone pomiędzy skalistymi przylądkami. Do morza wchodziło się mało wygodnie, bo można było natrafić na ostre kamienie. Za to gdy się już weszło na głęboką wodę, to morze dostarczało niezapomnianych wrażeń. Gdy tylko zanurzył głowę mógł podziwiać bogactwo podwodnego świata. Woda w dziwny sposób skracała odległości. Kiedy spoglądał na dno wydawało się w zasięgu ręki. Pozornie wystarczyło wyciągnąć dłoń aby złapać muszlę lub kamyk. Tymczasem, gdy nurkował, okazywało się, że głębokość wynosi ładnych kilka metrów i należało się sporo namachać ramionami aby dopłynąć do dna.  Gdy już do niego dotarł starał się pozostać na głębokości jak najdłużej i nacieszyć się widokami jakie tam się rozpościerały. Dopiero gdy ból w piersiach i zawroty głowy stawały się nieznośne wypływał na powierzchnię aby wziąć oddech. Pod wodą zazwyczaj pływał wzdłuż dna, starając się obserwować muszle i różnorakie morskie stworzenia. Koncentrował wzrok na tym co znajdowało się w bezpośredniej bliskości. Dopiero gdy organizm domagał się nowej porcji powietrza, płynąc w górę miał okazję rozejrzeć się szerzej. Przejrzysta woda pozwalała widzieć co się dzieje w całej zatoce pod ruchliwą powierzchnią morza, w którą wplatały się migotliwe promienie słońca. Pewnego razu wynurzając się spostrzegł w oddali sylwetkę pływaka. Mężczyzna w niebieskich szortach płynął kraulem. Widać było kopiące wodę nogi i regularnie wynurzające się i zanurzające ramiona. Nagle w pobliżu pojawił się opływowy kształt z trójkątną płetwą na grzbiecie. Rzucił się w kierunku pływaka. Woda wokół zabarwiła się na czerwono.

              Przerażony nurek najszybciej jak mógł popłynął do brzegu. Wychodząc z wody krzyczał do siedzącego na swojej wieżyczce ratownika:

              - Na pomoc! Rekin zaatakował człowieka!

              - Gdzie? – zapytał zaskoczony ratownik.

              Mężczyzna wskazał w kierunku gdzie, jak mu się wydawało, dostrzegł przed chwilą rozgrywający się dramat.

              - Niemożliwe. – powiedział ratownik. – Tu nie ma rekinów. Zresztą nawet gdyby jakiś się tu zjawił i kogoś zaatakował to musiałbym to dostrzec. Przez cały czas obserwuję z góry zatokę. Niech mi pan wierzy. Nic się nie stało. Musiało się panu przywidzieć.

              Mocno zdezorientowany spojrzał w kierunku morza. Zatoka był doskonale widoczna. Jej powierzchnia była spokojna i nic nie wskazywało aby rozegrały się tu jakieś dramatyczne wydarzenia.  Zdał sobie sprawę, że atak rekina widział w momencie gdy wypływał na powierzchnię na resztkach tlenu, gdy mózg zaczynał już dziwnie funkcjonować. Prawdopodobnie, na skutek bezdechu miał jakieś halucynacje.

              Pogodził się z takim wytłumaczeniem ale wieczorem gdy spojrzał w internet aby sprawdzić co się dzieje na świecie spostrzegł wiadomość zatytułowaną „Atak rekina na turystę w egipskim kurorcie nad Morzem Czerwonym”. Dziwny zbieg okoliczności. Mimo niezwykłej przejrzystości wody nie mógł przecież widzieć scen rozgrywających się na Morzu Czerwonym od którego dzieliły go setki kilometrów i kanał sueski.

              Następnego dnia zapomniał już o tej historii i ponownie cieszył się nurkowaniem. Gdy po raz kolejny wynurzał się z kilkumetrowej głębokości spojrzał w odległą morską toń. Zobaczył spód kadłuba jakiegoś statku. Widział obracającą się śrubę napędową zostawiająca spieniony ślad na powierzchni. Statek zmierzał w kierunku ukrytej pod powierzchnią skały. Uderzył w nią z pełną prędkości i obrócił się na bok. Do wody zaczęły wpadać ludzkie sylwetki. Kiedy wynurzył się na powierzchnię i rozejrzał po morzu, żadnego tonącego statku nie widział. Tym razem nawet nie alarmował ratownika bo było jasne, że gdyby katastrofa zdarzyła się w tej zatoce to wszyscy musieliby ją zauważyć. Zatem znowu musiały to być wizje powstałe w jego  niedotlenionym mózgu. Tym niemniej wieczorem sprawdził internet. Nawet się specjalnie nie zdziwił gdy znalazł wiadomość o promie, który w Indonezji wpadł na skałę i zatonął zabierając ze sobą na dno wielu pasażerów. Było jasne, że z tej greckiej wyspy nie mógł widzieć wydarzeń w Indonezji, która znajdowała się jeszcze dalej niż Morze Czerwone. Jednak kolejny taki zbieg okoliczności dawał do myślenia.

              Następnego dnia nurkował jak zwykle. W trakcie jednego z wynurzeń oderwał wzrok od dna i spojrzał w odległą morską toń. Dojrzał płynącą dziewczynę ubraną w granatowy jednoczęściowy kostium. Była bardzo zgrabna i poruszała się w wodzie z wielką gracją. Nie widział jej twarzy, a jedynie poruszające się w wodzie wokół szyi długie włosy. Spoglądał na nią z zachwytem podziwiając jej sylwetkę i piękne, harmonijne ruchy. Dopiero intensywny ból płuc zmusił go do oderwania wzroku i wysunięcia głowy ponad wodę. Spojrzał w kierunku gdzie powinna znajdować się płynąca dziewczyna ale nikogo tam nie było. Nie zdziwiło go to. Czuł jednak, że ona naprawdę istnieje i pływa w tej chwili w jakimś odległym morzu. Wierzył, że kiedyś ją spotka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz